Szukaj
  • ewa2M7

Piękno uniwersalne

Podobno gust to sprawa nie podlegająca dyskusji. Każdy urządza swój dom tak jak mu się podoba. Asortyment jest ogromny, stylów wiele mebli bez liku, a materiałów budowlanych nie do przebrania. Dlaczego więc nie skorzystać ze wszystkiego. Ma być na bogato i po naszemu; złocone balustrady, pstrokate dywany, pałacowe lampy dyndające w mieszaniu z wielkiej płyty. Rachityczne roślinki w plastikowych donicach czy też obrazy zawieszone pod sufitem jakby w obawie przed grabieżą, to wciąż częste zjawiska w naszych czterech kątach.

Wygląd domowego zacisza ma sprawić że czujemy się u siebie i niekoniecznie w zgodzie ze światowymi trendami. Ciężko pracujemy na nasze potrzeby więc nikt nie będzie się wtrącał do wyglądu naszego domu. Oczywiście, twórzmy własny świat, estetykę, budujmy indywidualne wnętrza. Jednak nie zapominajmy, że energia i praca włożone w remontowanie, czy zmienianie wizerunku naszego lokum nie zawsze przekładają się na końcowy efekt.

Słynny frazes, że o gustach się nie dyskutuje można by nieco storpedować. Niezależnie od osobniczego pojmowania piękna każdy pragnie harmonii, symetrii, proporcji i nie kłócących się ze sobą barw. Nie zawsze jednak jesteśmy w stanie poradzić sobie z tymi standardami.

Niby wystarczyłoby podpatrzeć przyrodę, naśladować jej pomysły, gotowe zestawy materiałów kształtów czy kolorów i mielibyśmy harmonię na własnym podwórku. Wbrew obiegowej opinii o gustach podświadomie doceniamy piękno uniwersalne, które uważam, że istnieje. Kanony takiej harmonii zostały dawno odkryte jako proporcje człowieka witruwiańskiego, złoty podział ( boska proporcja) czy spirala Fibonacciego. Te nieco tajemniczo brzmiące nazwy dotyczą powtarzającej się w naturze zasady rytmu i harmonii. Zwykła muszelka, sposób ułożeniu płatków kwiatu czy wreszcie proporcje ciała ludzkiego podlegają tym samym regułom.

Podświadomie podobają nam się rzeczy, które spełniają te mistyczne zasady gdyż mózg odbiera je jako piękno klasyczne. Na ich podstawie budowano egipskie piramidy, grecki Partenon czy Wielki Meczet w Kairuanie. Boskie proporcje fascynowały i fascynują naukowców i artystów do dzisiaj znajdując odbicie w kompozycji obrazu , zdjęcia czy architektury. Pokuszę się o tezę, że pięknym dla nas jest to co posiada właśnie ‘złote proporcje’.

Co więc się dzieje kiedy sami stajemy się twórcami, kiedy to my jesteśmy autorami porządku we własnym mieszkaniu?

Zapominamy o złotych podziałach, kątach, spiralach, harmonii a nawet o ciągu Fibonacciego i tworzymy własną filozofię i styl.

-Halinka jak myślisz damy tutaj tapetkę? Będzie pasowała do tych bordowych zasłon.

-Oczywiście Bogusiu- nikt nie ma takiego wyczucia koloru jak Ty mój artysto? Boguś zachęcony przez żonę nakleja wzorzyste tapety, które miałyby podkreślić urodę pstrokatych zasłon. Wszystko przyprawia o zawrót głowy , ale nasz bohater nie rezygnuje i postanawia dodać sztukaterię dla podkreślenia powagi domu. W efekcie powstaje nowy borokowo-eklektyczno-bogusiowy nurt w architekturze.

Halinka zachwycona , Boguś szczęśliwy.

-Pamiętaj Halinka, że trzeba będzie zrobić parapetówkę i zaprosić Heniów, Staśków i jeszcze babkę Alinę. Niech zobaczą nasze piękne wypoczynki i ten dywan ‘pod kolor”. -Boguś z lubością pieści pluszowe meble, które ledwo mieszczą się w blokowym saloniku.

- A żeby ich ostatecznie szlag trafił to trzeba będzie obie łazienki wykafelkować od podłogi po sufit. Wybierzemy te błyszczące duże kafle i do tego dekory ze złotym paskiem. Będzie pięknie jak na carskim dworze- wyobrażała sobie rozanielona Halinka.

Oczywiście zakochana żonka szczerze popiera gust swojego Bogusia i nie dopuszcza omylności domorosłego projektanta.

-Wiesz co Halinka damy jeszcze te fioletowe ledy pod wannę i wokół lustra. Będzie jak w niebie.

-Och, Boguś ty to naprawdę masz pomysły -klaszcze w dłonie Halinka, widziałam takie u Bolusiów, coś pięknego.

-Heniek to padnie jak zobaczy nasz wielki telewizor w złotej ramie. A te meble a’la antyk to już ich dobiją. Pamiętaj żeby na każdym była serwetka dziergana i na środku figurka.

Kiedy nasze zgodne małżeństwo architektów zakończyło aranżację salonu przychodzi kolej na kuchnię. Osobiście dobierane płytki w stylu rustykalnym do ultranowoczesnych mebli na wysoki połysk czy brązowo-pomarańczowy blat do standardowych szafek z tłoczonymi drewnianymi frontami. Halinka postawi kilka miseczek , talerzyków , mały dywanik pod nogi, zazdrostkę na plastikowe okno i rupieciarnia gotowa. Jeszcze parapet trzeb dokładnie uszczelnić bibelotami i kwiatkami.

Można powiedzieć, że własna inicjatywa twórcza podziwu godna, ale czy naprawdę warto? Ile było rozmyślania jak dopasować lampę do zasłon, czy krzesła do stołu i co zrobić żeby ta lodówa się zmieściła. Dlaczego zlew jest tak daleko od zmywarki, a blat roboczy za mały. Jak długo szukaliśmy odpowiedniego dywanu, czy foteli?. Można tak mnożyć przykłady bez końca. I wreszcie: tadaaaaam! i rozpacz jak się patrzy. Oczywiście hobby wnętrzarskie to coś wciągającego, ale raczej wtedy kiedy rzeczywiście dobrze wychodzi. Jeśli rezultat naszych starań jest jakiś taki nie do końca satysfakcjonujący to oznacza, że lepiej aranżację powierzyć fachowcowi.

-Halinka, popatrz na ten pokój, jakiś taki jasny, duży i ta lampa jak pasuje- szepcze Boguś do żonki kiedy odwiedzają mieszkanie dalszych znajomych.

-Po co kupiliśmy takie wielkie fotele do tego salonu, ruszyć się nie można. A ten nasz dywan za ciemny jakoś i dziwnie zlewa się tapetą- odpowiada czerwona z zazdrości kobieta podziwiając stonowane lekkie meble w mieszkaniu znajomych.

- Oj Boguś bo ty zawsze wszystko sam. Zobacz, teraz trzeba będzie znowu zapłacić za nowe zasłony i ‘wypoczynki’ żeby to jakoś wyglądało. Ja my ich do siebie zaprosimy? Nawet nie ma gdzie torebki postawić, bo wszędzie te serwetki i wazoniki. Obrazy trzeba niżej powiesić, a te błyszczące meble może sprzedać? Halinka oczami wyobraźni widzi nowe mieszkanie, podobne do tego u znajomych.

Małżonkowie nieco zdziwieni i speszeni wracają z nosem na kwintę do swego gniazdka, własnego ulubionego ale strasznie dziwnie urządzonego.

0 wyświetlenia